Blog > Komentarze do wpisu
Wywiad z G. Rysik - cz. II

Grażyna Rysik - finalistka Miss Polonia 1988

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w lipcu 2010 r.

Zawsze w czasie przygotowań do finału pojawiają się faworytki. W 1988 roku cała Polska ekscytowała się rywalizacją pomiędzy Różą Gołasiewicz, a Joanną Gapińską. Która z nich była faworytką Grażyny?

„Podczas zgrupowań odczuwało się nastawienia wobec niektórych kandydatek, ale to chyba przecież naturalne, że te najpiękniejsze kobiety są wyróżniane podczas konkursu i nie trzeba się oszukiwać i obrażać na to. To nieuniknione, przecież to konkurs piękności. Trzeba być realistką i wtedy nie boli przegrana.

Ja podczas zgrupowań i wyjazdów finałowej 16, zaprzyjaźniłam się z późniejszą Miss Polonia Joanną Gapińską. To ona była moją najbliższą koleżanką. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo to była bardzo wesoła, naturalna, skromna, piękna, urocza i szczera dziewczyna. Spędziłyśmy razem świetny czas. Od początku Asia była moją faworytką i niezmiernie cieszyłam się, gdy to ona wygrała konkurs. Zasłużyła na to. Zaraz po wyborach, kiedy Asia była taka ważna, ukoronowana, mówiła w wywiadach o naszej przyjaźni i bardzo mi było miło z tego powodu, że ona też ceniła sobie naszą znajomość. Byłam jej szczerze życzliwa i nie traktowałam jej jako rywalki, bo byłam zdania, że każda z nas nie może przecież wygrać, a Aśka jest bezkonkurencyjna i tak jak uważam, że mogłabym się równać z każdą inną finalistką, tak nie z nią.

Róża była bardzo wdzięczną, sympatyczną, delikatną kobietą, ale nie miała naturalności, młodzieńczego wdzięku Joasi. Ja zawsze stawiałam na Joannę i większość dziewczyn raczej też. Bardzo byłam zadowolona z werdyktu i zwycięstwa Joasi.”

Koronę Miss Polonia '88 założyła Joanna Gapińska, ale Grażyna Rysik również odniosła sukces – awansowała do finałowej Top 10. Jak z perspektywy wielu lat ocenia swój występ?

„Moja przygoda z konkursami piękności zakończyła się w Sopocie i dobrze, bo ja nie pokładałam zbyt wielkich nadziei w wyborach. Dla mnie to była miła zabawa, egzamin, który nieoczekiwanie dla siebie, zdałam dobrze i po którym mam wiele wspomnień. Zdziwiona byłam i mile zaskoczona, że doszłam tak daleko, do finałowej 10 ogólnopolskiej.”

Jak się okazało, konkurs Miss Polonia nie wywarł większego wpływu na życie Grażyny.

„Moje wspomnienia są miłe i „niczego nie żałuję :o))) Przechowuję wszystkie wycinki prasowe z tamtego okresu, zdjęcia, mam nagraną kasetę z sopockiego finału, ale do niej nie wracam i jej nie oglądam (brak czasu i zła jakość nagrania). Zdjęcia jednak chętnie oglądam i pokazuję córce, rodzinie i znajomym.

Po wyborach, gdy już byłam młodą matką i miałam córeczkę, jeszcze byłam zapraszana jako jurorka do regionalnych konkursów oraz zostałam matką chrzestną Ośrodka Sportów Zimowych „Krzyżowa Góra” w Lidzbarku Warmińskim.

Przez pierwsze lata po moim udziale w konkursie temat „Miss Polonia” wciąż mnie interesował. Ze śmiechem wspominam to, że zawsze zasiadłam do oglądania finałowej gali w pełnej krasie – ładnie ubrana, w makijażu i zadbana, jakbym była na widowni i mogła być rozpoznana (na kilka dni przed konkursem zwiększała się częstotliwość moich ćwiczeń fizycznych dla poprawy figury, ha, ha, ha... Bez większego powodu, bo nadal jestem szczupła, ale zdawało mi się, że mam obowiązek wyjątkowo zadbać o siebie właśnie wtedy :o))), z szacunku do wspomnień, mojego bliskiego otoczenia i samej siebie :o)) ha, ha, ha. Traktuję to wszystko z takim humorem i nie wstydzę się o tym opowiadać, bo to śmieszne i świadczące o moim swobodnym podejściu do tego tematu.

Obecnie nie interesuje mnie konkurs Miss Polonia i nie wiem, jak bardzo się zmienił przez tyle lat, ale zapewne się zmienił - czas płynie, wszystko się zmienia, tylko piękna kobieta zawsze oprócz urody zewnętrznej powinna niezmiennie mieć piękno wewnętrzne :o)))”

Jak ułożyło się życie Grażyny Rysik 22 lata po finale Miss Polonia '88?

„Nadal jestem taka sama, jak wtedy, byłam jaka byłam, jestem, jaka jestem :o)) I dobrze mi z tym. Staram się w naturalny sposób dbać o siebie, ale bez nadmiernego poświęcania sobie uwagi i czasu. Jeżeli komuś się podobam to dobrze, ale nie zakładam, że tak musi być :o))

Mieszkam wciąż w moim rodzinnym mieście - Lidzbarku Warmińskim. Wróciłam tu po studiach, bo lubię to miasto i chciałam być blisko rodziny. Małe miasto ma wady, ale też i mnóstwo zalet. Nie boję się dużych metropolii, bywam w nich (ostatnio spędzam wakacje i ferie w Nowym Jorku, gdzie mam rodzinę i znajomych), ale zawsze chętnie powracam do mego miasteczka.

Pracuję, tak jak chciałam, z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie. Jestem nauczycielem wychowania fizycznego i gimnastyki korekcyjnej i lubię to, co robię. Jestem osobą aktywną, swój wolny czas lubię spędzać w ruchu, jeżdżąc na rowerze, spacerując, jeżdżąc na nartach zimowych lub wodnych, tańcząc, pływając. Lubię gotować, robić przetwory i dobrze prowadzić mój dom.

Jestem tradycjonalistką, jeśli chodzi o święta – lubię spędzać je w domu, w gronie rodzinnym i lubię sama wszystko przygotować.

Bardzo ważną rolę w moim życiu zajmują kontakty z przyjaciółmi. Uwielbiam moje przyjaciółki, spotkania z nimi, babskie wypady, nasze rozmowy i poczucie humoru. Z nimi czuję się wspaniale. Nie umiałabym bez nich żyć, jestem wręcz uzależniona od kontaktów z bliskimi mi ludźmi. Lubię żyć dla kogoś, nie tylko dla siebie, chociaż to też potrafię :o))”

Wróćmy do marzeń. Jeśli o nie chodzi, los znowu okazał się przewrotny, nie pozwalając Grażynie na spełnienie tego najważniejszego...

„Moim największym marzeniem zawsze było posiadanie wspaniałej rodziny i udane życie osobiste. Chciałam przede wszystkim żyć spokojnie i szczęśliwie. Nie miałam przerostu oczekiwań, ani ambicji, co do kariery zawodowej, osiągania sukcesów. Najbardziej pragnęłam mego szczęścia osobistego.

Mówią, że marzenia się spełniają!...Wydawałoby się, że moje były takie niewygórowane, realne i osiągalne, ale jednak, jak się okazało, najtrudniejsze do osiągnięcia.

Sytuację rodzinną mam nieco skomplikowaną, ale mam wspaniałą córkę, która w tym roku zdaje maturę. Jest ona całym moim światem, radością i sensem życia i zasługuje na moje największe słowa pochwały i wyrażenie mojej radości z niej i miłości do niej.

Pomimo wielu komplikacji w moim życiu osobistym, jestem kobietą szczęśliwą, pełną optymizmu i z powodzeniem mogę przytoczyć słowa piosenki Edith Piaf, jako motto mojego życia „Niczego nie żałuję!”. Trudy życia kwituję słowami „co cię nie zabije, to cię wzmocni” i „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.

sobota, 31 lipca 2010, katarzyna.zebrowska

Polecane wpisy