wtorek, 28 sierpnia 2012
Wywiad z K. Wojciechowską

Karina Wojciechowska - Miss Polonia '91, reprezentowała Polskę na konkursie Miss World '91

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w sierpniu 2012 r.

KARINA WOJCIECHOWSKA – Miss Polonia '91, Miss Planet '92, autorka książki „Niebo usłane grzechami”. Poproszona o przedstawienie się czytelnikom mówi, że w swoim życiu odegrała wiele ról. Była zbuntowaną młodą dziewczyną słuchającą heavy metalu, Miss Polonią, modelką, konferansjerką, aktorką, młodą matką, samotną kobietą, szczęśliwą żoną, rozwódką, prężną businesswoman, kurą domową, bezrobotną… Tych ról było jeszcze wiele. A dzisiaj jest managerem pięknego SPA o nazwie skySPAce w Hotelu Andels w Łodzi, z którego rozpościera się widok, jakby naprawdę była to podniebna przestrzeń. Mieszka na wsi z dwójką dzieci, ma dwa psy i dwa konie, zaczyna drugi rozdział swojego życia. Czuje się doceniana, spełniona i szczęśliwa. „Musiałam wiele przejść, aby dzisiaj czuć to, co czuję i być tym, kim jestem. Niczego nie żałuję, ale czasami żal mi tej Kariny z pierwszego rozdziału, nie miała łatwo… Bardzo trudno jest mówić o sobie. Chyba łatwiej napisać książkę.”

Więc napisała... Wydanie książki „Niebo usłane grzechami”, jej autorstwa, stało się pretekstem do naszej rozmowy... :)

Witaj Karino! Cieszę się bardzo, że spotykamy się z tak radosnego powodu! Wydanie książki, to duży sukces i z całym Globmiss gratulujemy Ci go. Ale powiedz, jak w ogóle zrodził się pomysł na napisanie książki?

Moja książka, pomysł na nią, był we mnie zawsze. Zawsze miałam w głowie różne historie, ale myślałam, że podzielę się nimi dopiero z moimi wnukami. Bo być może one znajdą chwilę czasu na babcine dyrdymały. Siedząc w bujanym fotelu, w zimowe wieczory, będę opowiadać te prawdziwe i te zmyślone historie, takie, które bywają wesołe, smutne, upiększone, okrojone, a czasem nierealne, a jednak prawdziwe.

Aż w moim życiu stała się wielka pustka. Rozstałam się z mężem, tym samym zginęło moje marzenie o własnej szczęśliwej rodzinie, straciłam pracę, poważnie zachorowałam i nie miałam ochoty i powodu by żyć… Oczywiście tak tylko sobie marudziłam, bo żyć musiałam. Mam dzieci i to one były dla mnie motorem do działania. Bezskutecznie szukałam pracy i wtedy moje dwie przyjaciółki, powiedziały: „Ty przestań kombinować i wymyślać biznesy, ty pisz książki”. Wcześniej zapisywały wszystkie maile, jakie do nich wysyłałam, bo uwielbiały je czytać, wracać do nich jak do lektury… Pokazały mi je i przekonywały, że to jak piszę, może być moją przyszłością.

Posłuchałam ich i weszłam w świat, którego nie znałam, zatraciłam się w nim i zafascynowałam. Pisanie to coś pięknego. Jestem pewna, że jeżeli autor wkłada w tworzenie serce, uczucia, emocje, to czytelnik musi to czuć. Pisanie książki na pewien czas stało się moim światem, w którym zamykałam się z wielką przyjemnością. Czasami czułam, że z jakiegoś powodu nie mogę pisać, nie wiedziałam dlaczego, wtedy wracałam do świata realnego i uświadamiałam sobie, że nie mogę pisać, bo ręce mi się trzęsą, do oczu napłynęły łzy, przez które nic nie widzę, a serce wali tak mocno, że jak się nie uspokoję, to nie dokończę tej książki, bo dostanę zawału. I chyba właśnie dzięki takim uczuciom przelanym na kartki papieru, które okazały się doskonałym, cierpliwym słuchaczem, czytelnicy piszą do mnie, że czują mnie w tej książce każdym fragmentem kolejnej historii… Chyba właśnie o to mi chodziło. Chciałam pokazać, że Miss Polonia to nie woskowa piękność, ale człowiek z krwi i kości, nie bezmyślna lala nastawiona na przyjmowanie komplementów, ale zwykła kobieta, która ma normalne życie i problemy, a przez to, że dostała od losu urodę, może czasami bardziej skomplikowane i znacznie trudniejsze, niż przeciętna osoba.

Do kogo adresujesz swoją książkę? Kto w pierwszej kolejności powinien do niej sięgnąć?

Pisząc nie zastanawiałam się nad tym, do kogo ją adresuję. Ponieważ jest w niej historia bycia Miss Polonia, to wiedziałam, że zainteresuję nią osoby, które są z tym tematem związane. Myślę, że wszystkie młode dziewczyny, i te które mają jakieś plany co do konkursów piękności, i te które nigdy nie wezmą w nich udziału, przeczytają tę książkę z przyjemnością i zaciekawieniem. Kobiety dojrzałe „odnajdą w niej chwilę zapomnienia”, „rozbawi je do rozpuku, ale i zasmuci do łez” (to słowa czytelników). Jestem pewna, że zastanowią się nad tym, że nie tylko ich życie bywa trudne, ale osób, które postrzegane są jako szczęściarze, bywa jeszcze trudniejsze. Mężczyźni, którzy sięgnęli po tę książkę, piszą: „nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, że kobiety tak mogą, mają takie życie i mają tyle siły”. Tak, chciałam pokazać, że nie tylko idealne ciało, młodość, radość mogą być piękne, że to, co jest często skrywane, bo wstyd, bo nie wypada, bo nie można być słabym, te wszystkie niedostatki też w kobiecie mogą być piękne. Myślę, że nie ma grupy, do której adresowałabym tę książkę. Jest dla każdego, niezależnie od płci, od sposobu życia…To taka historyjka z bohaterką, której oddałam swoje przygody i swoje emocje, która jednak nie jest mną. Ja jestem jeszcze bardziej zakręcona i mam jeszcze więcej przygód, ale w to nikt by nie uwierzył…

Wiem, że jest wiele osób z literackim talentem, które marzą o publikacji własnej książki, ale nie mają tyle odwagi co Ty, by podjąć to wyzwanie. Albo nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Jakich rad mogłabyś im udzielić? Od czego powinny zacząć, gdzie się zwrócić z gotowym materiałem? Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

Droga do wydania książki nie jest łatwa, ale mimo to jestem pewna, że warto pisać i zachęcam do tego bardzo mocno. Jeżeli ktoś czuje, że chce, że ma coś do powiedzenia, to nie powinien zwlekać. Powinno się zbierać notatki, zapisywać myśli, wspomnienia, pomysły, wszystko, co kiedyś może posłużyć nam do napisania książki. Trzeba być konsekwentnym i umieć odizolować się od otaczającego świata na czas pisania. Niektórzy pisarze wyjeżdżają na odludzia, aby móc tworzyć swoje powieści. Ja potrafiłam stworzyć swoją własną bezludną wyspę pozostając w domu, ale najlepiej pisało mi się nocą, kiedy nic nie odrywało mnie od moich myśli i od świata, w który wchodziłam głęboko.

Następny etap to rozsyłanie swojej książki do różnych wydawnictw i niepewność ciągnąca się miesiącami. Czy to jest dobre, czy to miało sens, a może źle piszę i mnie wyśmieją, a może to głupie, że zabrałam się za pisanie, może powinnam w tym czasie szukać roboty, a nie marnować czas? Przychodzą odmowy, ale bez recenzji i bez wyjaśnień. To nie jest miłe i powoduje, że traci się wiarę. Ale miałam szczęście i spotkałam pisarkę, która powiedziała mi: „Wydaj e-booka. Ja teraz wydaję książki papierowe, ale też tak zaczynałam. Wydawcy przeglądają e-booki i szukają talentów i ciekawych książek.” Posłuchałam i mam nadzieję, że to jest dopiero początek. A kiedy wzięłam do ręki pierwszy egzemplarz swojej książki, wiedziałam, że było warto. Tego uczucia nic nie zastąpi.”

Spełniłaś zatem swoje marzenie. Kiedy przystępowałaś do pisania, miałaś zapewne jakąś wizję, wyobrażenie o tym, jak chciałabyś, żeby Twoja książka wyglądała. Na ile efekt końcowy Twojej pracy, który trafił do dystrybucji, odbiega od tych Twoich pierwotnych wyobrażeń? Czy jesteś zadowolona, czy raczej krytycznie nastawiona? Czy teraz myślisz sobie: "Kurcze, mogłam tyle rzeczy napisać inaczej?"

Ta sama znajoma pisarka, o której wcześniej wspomniałam, powiedziała mi: „Pamiętaj, z niczego się nie tłumacz. Napisałaś i już tego nie cofniesz, niczego nie żałuj.” No i właśnie tak robię. Niczego bym nie zmieniła, nawet nigdy tak nie pomyślałam, zrobiłam wszystko, co mogłam, najlepiej jak mogłam.

Od początku miałam ogólny zarys mojej książki, wizję, ale za każdym razem kiedy siadałam do pisania, zmieniałam koncepcję i tworzyłam ją na żywo. Trzymałam się planu, który wcześniej stworzyłam, ale muszę przyznać, że niektóre historie zaskoczyły mnie samą. One były we mnie, w mojej głowie, ale dopiero kiedy przelałam je na papier i kiedy je „zobaczyłam” uświadomiłam sobie, co tak naprawdę w sobie noszę. Pewnych rzeczy się nie spodziewałam, nie wiedziałam, że będę mogła o nich tak powiedzieć, tak je wykreować, czy tak je wymyślić. Naprawdę czasami zaskakiwałam samą siebie. Fajnie jest odkryć swoje nowe możliwości. Jestem pewna, że każda sztuka właśnie tak działa. Malowanie, rzeźbienie, jakiekolwiek tworzenie, rozbudza umysł w trakcie powstawania dzieła. Polecam, polecam, polecam…

Niestety nie wydałam książki w wydawnictwie o jakim marzyłam, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Wierzę w to, że moja książka znajdzie się na dobrych półkach. Tymczasem smutno mi, że nie stać mnie było na profesjonalną korektę tekstu. Gdybym wiedziała, że dostanę zaledwie taką, to skupiłabym się bardziej na pisaniu bez błędów, jednak treść była w trakcie tworzenia dla mnie podstawą. A dodatkowo naczytałam się o tym, że książka przechodzi minimum trzy korekty i odpuściłam sobie ten temat, tymczasem moja tylu korekt nie przeszła. Marzę o lepszej jakości wydruku i oczywiście o najlepszych księgarniach. Niebywale cieszą mnie opinie czytelników i recenzje innych wydawców. Dowiedziałam się na przykład, że jestem dojrzała literacko, co zaskoczyło mnie niezmiernie, bo to, że jestem dojrzała jako człowiek, to wiem już od dawna, ale jako literat, to dla mnie nowość.

Wiemy już, jak Ty sama odbierasz swoją książkę. A jak Twoja powieść została odebrana przez czytelników? Czy pojawiły się jakieś komentarze, sugestie? Czy spotkałaś się z jakąś krytyką i jaki masz do niej stosunek?

Bywają negatywne opinie na temat mojej książki. Na przykład, że jest zbyt ostra, albo niepotrzebnie wulgarna, że opowiadam o sprawach, o których się nie mówi. A ja właśnie tak chciałam o tym powiedzieć. A literatura ma prawo, tak jak każda inna sztuka, do wyrażania się w sposób, w jaki tylko autor sobie wymyśli. Zaś krytyka ma prawo być nieprzyjemna i ostra. Miło mi jednak, że nikt nie ocenia negatywnie samego mojego sposobu pisania, w tej kwestii spotykam się z bardzo pochlebnymi opiniami. To motywuje do kolejnej książki. Tematyki jeszcze nie wybrałam, ale już zapisuję złote myśli, szczególnie lubię te, które przychodzą nocą.

Opowiedz teraz o promocji swojej książki. Co do tej pory już się wydarzyło w tym temacie, a co jeszcze planujesz?

Pierwszą promocję mam już za sobą. Odbyła się ona w trakcie Festiwalu „Łódź Miastem Kobiet” podczas Wieczoru Miłośników Książki i było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Nie był to tradycyjny wieczór autorski, ale raczej swego rodzaju przedstawienie. Goście na widowni, a ja na scenie. Prezentacja, moja historia, pytania, odpowiedzi, refleksje, żarty i nawet ku memu zdziwieniu wniesiono koronę i dokonano koronacji. Było jeszcze kilka elementów zaskoczenia, przy których uroniłam łzę. Goście bawili się dobrze, a dopisali szczególnie, bo przyszli Ci, których widziałam 21 lat temu, kiedy wygrałam wybory Miss i Ci, którzy poznali mnie zaledwie wczoraj, jak również Ci, którzy po prostu chcieli przeczytać taką książkę. Były osoby w wieku i 12, i 90 lat. Nawet nie oczekiwałam tak dużego zainteresowania. Było mi bardzo milo, a zarazem czułam ogromną tremę. Występowałam na scenie i przed kamerami setki razy i nie mam już problemów ze strachem, a tutaj świadomość, że Ci wszyscy ludzie przyszli tylko dla mnie spowodowała, że drżały mi łydki i broda skakała. Chciałam dla nich być najlepsza, doskonała… Czy mi się udało? Myślę, że było fajnie. Wszyscy składali mi ciepłe gratulacje i byli bardzo serdeczni.

Planuję następne spotkania autorskie, planuję też następną książkę. To prawda, że życie pisze scenariusze, a my możemy je tylko przelać na papier. Dodatkowo odkryłam w sobie fantazję i choć wszyscy zastanawiają się, co w tej książce jest prawdą, a co fikcją, bo podobno trudno uwierzyć, czytając tę powieść, że nigdy nie byłam w więzieniu, to akurat ta historia jest całkowicie zmyślona, a powstała po to, aby zebrać w całość inne, czasami prawdziwe. Nie powiem procentowo, ile w mojej książce prawdy, a ile fantazji. Niech to zostanie moją słodką tajemnicą. Mogę jedynie śmiało odesłać do lektury osoby zainteresowane tym rozdziałem mojego życia, który jest związany z konkursem Miss i moją motywacją do wzięcia w nim udziału. W tym przypadku uczucia bohaterki to moje uczucia, jej losy, to moje losy…

No właśnie. Życie niemal każdej Miss Polonia samo w sobie spokojnie mogłoby posłużyć jako scenariusz niejednego filmu, albo stanowić kanwę niejednej powieści...

Plusów życia w koronie jest dużo. Gdybym nie wystartowała w konkursie Miss Polonia, dzisiaj może mieszkałabym nadal w moim małym rodzinnym mieście i nigdy nawet nie marzyła o zobaczeniu Tajlandii, Malezji, Afryki, Ameryki, Madagaskaru i innych magicznych miejsc. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę latać własnym samolotem, czy helikopterem na spotkania z gwiazdami, czy obiad z prezydentem. A ja takie przeżycia i mnóstwo innych, fantastycznych, prawie nierealnych, mam za sobą. Dzisiaj nikomu niczego nie zazdroszczę.

Jednak minusy też istnieją. Samotność wśród ludzi, którzy nie są prawdziwymi przyjaciółmi. Są obok tylko po to, by coś zyskać. Często nie baczą na uczucia młodej dziewczyny, tylko traktują ją jak przedmiot, który ma zaprezentować produkt, uśmiechnąć się tam, gdzie potrzeba, a przez to załatwić to, czy tamto. Przedmiotowe traktowanie jest wkomponowane w bycie Miss, a ja jestem przekonana, ze można zupełnie inaczej, ale to rola organizatorów. Mam nadzieję, że to wszystko, co spotykało mnie, zmieniło się, chociażby w mentalności dzisiejszych Miss Polonia. Mnie powiedziano, że przez rok nie decyduję o sobie i moja wola jest nieistotna. I choć tak nie powinno być, nie protestowałam. Ja sobie z tym poradziłam, bo generalnie radzę sobie ze wszystkim, ale znam takie dziewczyny, które nie zniosły tego obciążenia. ”Miss to też człowiek” i to właśnie chciałam pokazać w swojej książce.

Czyli gdyby Twoja Córka wahała się, czy wystartować w konkursie Miss Polonia, czy też nie, odradzałabyś jej to, czy wprost przeciwnie?

Konkurs Miss Polonia to olbrzymie doświadczenie, przyśpieszona szkoła życia. Jeżeli moja córka podjęłaby decyzję, by wziąć w nim udział, na pewno miałaby we mnie olbrzymie wsparcie. Jednak wolałabym, aby tą szkołę życia przeszła zdecydowanie wolniej, naturalniej i spokojniej. Jest ładną, młodą dziewczyną i czasami rozmawiamy o jej ewentualnym starcie w wyborach Miss, ale ona nie może wyobrazić sobie, co czuje dziewczyna, która musi zejść ze sceny jako przegrana i to bardzo ją hamuje przed udziałem w konkursie. Martyna gra w golfa i w tym sporcie wynik, jaki osiągnie, zależy od niej, jest w jej rękach, a w konkursach piękności wszystko zależy od jurorów i szczęścia. Gusta bywają bardzo odmienne. Dla mnie moja córka jest najpiękniejsza na świecie, a dla innych…? Nigdy ocena nie jest do końca obiektywna, składa się na nią wiele czynników. Ja miałam dobry dzień, szczęście i radość, wcale nie byłam najpiękniejsza…

Wspomniałaś, że jednym z największych plusów udziału w wyborach Miss, jest możliwość podróżowania. Odmienne kultury i kraje poznaje się m. in. przy okazji reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie. Ty wzięłaś udział w dwóch międzynarodowych konkursach piękności. Pierwszym z nich był Miss World. Ta edycja, w której Ty brałaś udział, była dość wyjątkowa, można powiedzieć pechowa. Organizatorzy mieli wówczas problemy finansowe i słyszałam nawet, że finałowa gala odbyła się "w baraku". Jak to wyglądało z Twojej perspektywy, jako uczestniczki? Czy zgrupowanie w Londynie, czy też w USA spełniło Twoje oczekiwania?

Nie miałyśmy pojęcia, że konkurs przeżywa jakikolwiek kryzys. Kilka dni zgrupowania w Londynie, następnie podróż do RPA - Johannesburg, Pretoria, Kapsztad, najlepsze hotele, wspaniałe przyjęcia, zawsze ochrona i eskorta policji, pokazy mody, programy telewizyjne, nagrywanie teledysków, szalone wycieczki, przepiękne jachty, wszystko tylko dla nas. Oczywiście zawsze towarzyszą takim imprezom działania charytatywne i my też prowadziłyśmy akcję „Operacja głód”, na rzecz głodujących dzieci w Afryce. Później wyjazd do Nowego Jorku, który w tym czasie był bajkowo piękny, bo właśnie zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Nigdy później nie widziałam równie cudnych choinek sięgających nieba i śnieżynek jak z bajek oglądanych w dzieciństwie. Kolejny etap naszej podróży to Atlanta, gdzie w luksusowym hotelu Nikko poświęciłyśmy się próbom do gali finałowej. Gala ta nie odbyła się w baraku, ale w hali widowiskowej. Nie była to Sala Kongresowa, do której przywykłam, ale nie miałam złych odczuć, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że głównie chodzi tu o produkcję telewizyjną. Dodatkowo słyszałam od znajomych, że w Ameryce nawet marmury są sztuczne, a w telewizji zwykłe szkło amerykańskie wygląda jak diamenty. I tak właśnie wyglądała moja przygoda. O problemach Morleyów w owym czasie dowiedziałam się dopiero po latach.

Drugim konkursem, w którym wzięłaś udział, był konkurs Miss Planet zorganizowany w Bułgarii. Pojechałaś tam i...wygrałaś go. Jest on w Polsce bardzo mało znany i do dziś mało kto wie o Twoim sukcesie. Powiedz zatem, czym był dla Ciebie tytuł Miss Planet, czy zmienił coś w Twoim życiu? Jakie wiązały się z nim obowiązki i jakie nagrody otrzymałaś?

Otrzymałam nagrodę pieniężną - 1000 $. To niby nie dużo, ale na tamte czasy i nie mało. Odbyły się zaledwie dwie edycje tej imprezy. Niestety bułgarskich organizatorów spotkał olbrzymi kryzys w ich kraju i nie udało im się przetrwać. Szkoda, bo pomysł był ciekawy i przyszłościowy. Pieniądze uzyskane z tego konkursu zasilały cel ekologiczny i taki był zamysł tego działania. Dzięki niemu ludzie mogli dowiedzieć się o problemach ekologicznych w krajach, z których przybyły dziewczyny. Ja opowiadałam o zanieczyszczeniu Śląska. I naprawdę miałam o czym mówić.

Ten konkurs przedłużył moje panowanie jako Miss. Kiedy już oddałam koronę Miss Polonia, nadal miałam tytuł Miss Planet. Tak więc sumując moje panowanie, koronę Miss nosiłam ponad dwa lata. Jako Miss Planet odbyłam dużo podróży i miałam nawet własny samolot. Bywałam w Cannes i brałam udział w wytwornych przyjęciach. Naprawdę było miło. Koronę oddałam niechętnie Miss Rumunii.

O kulisach tego konkursu również piszę w swojej książce, może już nie tak dokładnie, jak o Miss World, ale wspominam o nim również.

I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia naszej rozmowy, czyli do Twojej książki. Jest ona, podobnie jak Twoje życie, nierozerwalnie związana z wyborami Miss.

Historia mojego udziału w wyborach Miss jest tam jak najbardziej prawdziwa. Uważam, że każda z dziewczyn, która była na konkursie międzynarodowym ma olbrzymie doświadczenie. Powinna przekazać je kolejnej Polce, która ma reprezentować nasz kraj. Nie rozumiem, dlaczego się z tego nie korzysta. Może nie każda z nas potrafi być nauczycielem, czy opiekunem, ale ja i na pewno jeszcze kilka innych weteranek mogłybyśmy opowiedzieć: co robić, jak się zachowywać, na co zwracać uwagę, co jest ważne, co mówić i jak mówić… Te niby szczegóły są niezmiernie istotne, a wiedzą o nich tylko osoby, które to przeżyły. Dodatkowo przygotowanie pod względem autoprezentacji, poruszania się, ubioru, np. Miss Wenezueli pracuje nad tym latami, ja nie pracowałam nawet minuty. Dla mnie nie ma dyskusji na temat tego, dlaczego nie mamy sukcesów na konkursach międzynarodowych, lub mamy nie do końca takie, o jakich marzymy. Polki są piękne, a Wenezuelki są piękne i perfekcyjnie przygotowane.

Konkurs tej rangi, co Miss World to fantastyczna przygoda, pod warunkiem, że jest się do niej przygotowanym. Przerażona dziewczyna z Polski niewiele może osiągnąć. I tutaj również odsyłam do mojej książki.

Z całą pewnością po przeczytaniu tego wywiadu, sięgnie po nią jeszcze więcej czytelników. W imieniu swoim i naszych odbiorców dziękuję Ci za rozmowę i życzę, byś jako pisarka osiągnęła co najmniej tak wiele, co jako Miss. Mam też nadzieję, że zgodzisz się udzielić mi wywiadu przy okazji ukazania się Twojej kolejnej książki. :)

Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników mojej książki i Globmiss.

18:21, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1991
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lipca 2011
Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia z prywatnego archiwum Izabeli Filipowskiej - II Vicemiss Polonia '91

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

22:31, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1991
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2011
Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia z prywatnego archiwum Izabeli Filipowskiej - II Vicemiss Polonia '91

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

Zdjęcia od I. Filipowskiej

00:19, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1991
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 sierpnia 2010
Wywiad z I. Filipowską - cz. II

Izabela Filipowska - II Vicemiss Polonia 1991, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w sierpniu 2010 r.

Trzecie miejsce w ogólnopolskim konkursie piękności to rzeczywiście duży sukces. Jakie obowiązki się z nim wiązały?

Wszystkie Miss pod zdobyciu tytułu zobowiązane są do ścisłej współpracy z organizatorami konkursu przez rok. Biorą udział we wszelkich imprezach, targach, konferencjach, w międzynarodowych i światowych konkursach piękności. Zazwyczaj niesie to za sobą miłe przeżycia i chwile, które są niepowtarzalne.

Ja wierzyłam, że jeśli mi się uda zdobyć miejsce w czołówce, to otworzą się przede mną drzwi do podróży. Jednakże nie do końca tak się stało, ponieważ to były inne, trudne czasy. Nie było reklam w TV, rynek sponsorski dopiero powstawał.  Największą nobilitacją dla mnie był udział w konkursie Miss Universe 1992, na który zostałam wytypowana jako reprezentantka naszego Kraju. Pojechałam do Tajlandii.

Wyjazd do tak egzotycznego kraju to na pewno wspaniałe doświadczenie...

Tajlandia to piękny kraj. Zwiedziłam prawie wszystko: główną atrakcję Bangkoku - Grand Palace gdzie znajduje się świątynia Wat Phra Kaew ze słynnym Szmaragdowym Buddą, Świątynia Wat Pho z posągiem leżącego Buddy długim na 46 metrów i wysokim na 15 metrów, odbyłam przejażdżkę rzeką Chao Praya, byłam na pływającym targu Damnoen Saduak, zachwycałam się najpiękniejszym tropikalnym ogrodem różanym Rose Garden. Ale to tylko niektóre z atrakcji Bangkoku określanego „Miastem Aniołów”, kwintesencji dalekowschodniej egzotyki.  Zachwyciłam się bogactwem i różnorodnością owoców, smakowitych potraw oraz gościnnością Tajów, którzy są bardzo przyjaźni i rozrywkowi (jak Polacy).

Najważniejszy cel tej podróży dla Izabeli to jednak udział w finale prestiżowego konkursu Miss Universe.

Poziom światowy zdecydowanie różni się od krajowego. Pod każdym względem. Rywalizacja dziewczyn jest zauważalna, zwłaszcza, że np. reprezentantki Wenezueli czy Kolumbii uczęszczają do specjalnych szkół, gdzie od podstaw uczą się „być Miss”. Są bardziej pewne siebie, znają swoją wartość, ale w mojej ocenie nie jest im chyba łatwiej. Ich chęć wygranej jest tak silna, że dążą po nią za wszelką cenę.  Większość z dziewczyn zaskoczyła mnie np. zawartością garderoby, ilością kosmetyków i ich jakością.  Pasowałam do nich jak pięść do nosa. Ponieważ tamte czasy były ubogie, w Polsce nie miałyśmy sponsorów ani stylistów. Od Biura Miss Polonia dostałam tylko suknię wieczorową, a strój narodowy i pozostałą odzież, kosmetyki musiałam sobie sama zabezpieczyć. Nie było łatwo. Jednak nie miałam kompleksów, byłam zadowolona, że mogłam tam z nimi być.

Na światowych wyborach Miss jest taki zwyczaj, że każda reprezentantka kraju przywozi prezenty dla pozostałych  uczestniczek konkursu i wręczamy je sobie nawzajem.  Dla dziewczyn na pamiątkę wyszyłam ok. 100 szt serwetek w kształcie Polski z naniesioną stolicą, co zostało przyjęte z wielkim entuzjazmem. Była to jedyna pamiątka wykonana własnoręcznie.

Nie wiem, jakie są kryteria wyboru Miss na poziomie światowym, ale myślę, że duży wpływ ma sytuacja polityczna danego kraju. Gdyby prześledzić konkursy w kolejnych latach, to można odnieść takie wrażenie. Uroda jest tylko jednym z elementów poddawanych ocenie. Jesteśmy obserwowane non stop, w każdej sytuacji i o każdej porze.

W 1992 roku Miss Universe została reprezentantka Namibii Michelle McLean. Nie była ona moją faworytką. Ja stawiałam na Kolumbijkę i Wenezuelkę. One miały klasę, piękne stroje, które umiały super nosić. Michelle była bardzo sympatyczna, koleżeńska, ale niczym więcej mnie nie ujęła.

Od tamtych wydarzeń minęło prawie 20 lat. To szmat czasu. Czy coś jeszcze pozostało Izabeli z tamtych wyborów? Czy były one dla niej tylko jednym epizodem, przygodą, czy sposobem na życie?

Ooooo, zostało wiele. Przede wszystkim wspomnienia, zdjęcia, kontakty i kilka ważnych pamiątek. Najwięcej mam zdjęć ze światowego konkursu Miss Universe, kilka sentymentalnych gadżetów: np. oryginalny łańcuszek z zawieszką symbolizującą miejscowy kolczyk, który dostałam od koleżanki z wysp Turks and Caicos (na północ od Haiti), zostały mi szarfy, diademy i wiele innych drobiazgów.

Udział w konkursie był dla mnie przygodą, która nie wpłynęła znacząco na moje dalsze życie. Tamten czas się skończył, przeminął, ja żyję dalej. Uczestniczę jedynie w akcjach charytatywnych czy programach,  jeśli jest taka potrzeba, bo jestem otwarta na wszelkie propozycje.

Kim jestem dzisiaj? Niewątpliwie wciąż kobietą :). W głównej roli matką 4 letniej Amelki, żoną swojego męża, panią dwóch psów Patti i Juniora (rasy Golden Retriever) i szczęśliwą posiadaczką złotej rybki, która wkrótce spełni moje trzy życzenia, ha, ha, ha.

Po kilku latach spędzonych na wsi, zamieszkaliśmy w stolicy, gdzie wiedziemy spokojne życie przeplatane niespodziankami dnia codziennego. Jestem czynna zawodowo  - zajmuję się marketingiem i reklamą, a czas wolny poświęcam rodzinie, zwłaszcza córce. Wprowadzam ją w tajniki życia. Kiedy na świecie pojawiła się Amelia, moje życie zmieniło się diametralnie, wszystko się przewartościowało. To, co kiedyś było istotne, teraz jest kompletnie nieważne. Najważniejsza jest córka, którą uczę szacunku do ludzi, zwierząt i całego otaczającego ją świata. Mam nadzieję, że uda jej się przejść przez życie z takim samym optymizmem, jaki ja w sobie noszę.

Owszem, interesuję się w dalszym ciągu konkursami piękności i staram się je śledzić. Od lat 90 – tych dużo się zmieniło w organizacji konkursu Miss Polonia, jednak obecna formuła wyborów  nie przypadła mi do gustu. Nie uznaję SMS-owych wyników, bo jakoś nie mam do nich przekonania.

Może przez to, że kiedyś nie było w TV wielu programów rozrywkowych, to te imprezy były atrakcją. Ludzie je oglądali całymi rodzinami, typowali swoje faworytki  i przeżywali radość lub rozczarowanie. Byli biernymi kibicami, ale to wszystko miało inny klimat. Pamiętam wybór Anety Kręglickiej najpierw w Polsce, a potem na świecie. To było szaleństwo i wielka radość dla wszystkich Polaków. Myślę, że dzisiaj już by tak nie było. To była wówczas moja faworytka, która pozostała   moją ulubioną Miss. Miała i ma nadal wszystkie atrybuty idealnej królowej piękności: urodę, wdzięk, klasę i inteligencję.

A ja sama gdybym dziś miała swoją twarz i ciało z 1991 r., a obecną wiedzę i doświadczenie, czy wystartowałabym w konkursie jeszcze raz?  Jeśli byłaby to taka sama spontaniczna decyzja to pewnie tak. Summa summarum było to niepowtarzalne przeżycie. Niczego bym nie zmieniła i nie poprawiła, uważam, że dałam z siebie tyle, ile mogłam dać.

Kiedy dziewczyna zostaje laureatką konkursu Miss Polonia, jej życie zmienia się. Zyskuje wielbicieli, popularność, cenne nagrody, a świat staje przed nią otworem. Dla zwykłych ludzi staje się kimś nierealnym, księżniczką z bajki. A czy tak jest naprawdę? Na to pytanie, po lekturze wspomnień Izabeli Filipowskiej, niech każdy odpowie sobie sam.

18:50, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1991
Link Dodaj komentarz »
Wywiad z I. Filipowską - cz. I

Izabela Filipowska - II Vicemiss Polonia 1991, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w sierpniu 2010 r.

Kiedy dziewczyna zostaje laureatką konkursu Miss Polonia, jej życie zmienia się. Zyskuje wielbicieli, popularność, cenne nagrody, a świat staje przed nią otworem. Dla zwykłych ludzi staje się kimś nierealnym, księżniczką z bajki. Mało kto wówczas pamięta, że to dziewczyna, która dotychczas wiodła zwyczajne życie, a jej decyzja o starcie w wyborach Miss, to często przypadek...

W roku 1991 miałam 23 lata. Mieszkałam z bratem i rodzicami w 42 m2 w pięknych po dziś dzień Puławach – mówi o sobie Izabela Filipowska. Jako dziecko urodzone w „czepku” muszę przyznać, że zawsze miałam dużo szczęścia w życiu. Dzięki mamie szybko umiałam zapracować na swoje potrzeby, to ona nauczyła mnie wyszywać niełatwym haftem Richelieu. Pamiętam, sprzedawałyśmy nasze prace do Anglii, gdzie robiły furorę. Jeszcze w podstawówce jeździłam na OHP, pracowałam dorywczo zarabiając na „wakacje”. U babci na wsi pomagałam w pracach polowych, to dopiero była szkoła życia. Dzieciństwo mojej córki w niczym nie przypomina mojego dzieciństwa. Szary miś wypchany trocinami, szmaciana lalka, zabawy na trzepaku, bajki tylko na dobranoc. Mimo tego było fajnie!

Kończąc Technikum Chemiczne marzyłam o usamodzielnieniu. Miałam nieodpartą chęć decydowania o sobie, podróżowania, szukania swojego miejsca na ziemi. Nie wiedziałam, kim chcę zostać, jaki potencjał we mnie drzemie, nie znałam swoich możliwości. Trochę marzyłam o modelingu, trochę o własnej firmie niewiadomej jeszcze branży. Zaczęłam więc od bycia laborantką w miejscowych Zakładach Azotowych (w wyuczonym zawodzie). To nie było to, więc wyruszyłam w świat w poszukiwaniu swojego miejsca. Zmieniałam miejsca zamieszkania jak rękawiczki: był Lublin, Wrocław, powrót do Puław i wreszcie wyjazd do Warszawy. Tutaj zostałam.

Mój start w konkursie Miss Polonia to oczywiście przypadek. Wprawdzie interesowały mnie wybory od  zawsze, śledziłam zmagania dziewcząt w telewizji, ale nigdy nie pomyślałam, że kiedyś będę jedną z nich.

Pracowałam jako stażystka w Zakładach Azotowych na 3 zmiany. Dzień, noc, dzień, noc i tak w kółko. Pewnego dnia, na ulicy, spotkałam swojego wujka, który poinformował mnie, że w Puławach tego i tego dnia odbędą się wybory Miss Puław (eliminacje do Miss Polonia) i zdecydowanie powinnam wziąć w nich udział. Trochę mnie rozbawił, ale jednocześnie zainteresował. Po krótkiej dyskusji zdecydowałam się wystartować, oczywiście w tajemnicy przed rodziną (mój tata był bardzo konserwatywny). Umówiliśmy się w danym terminie w Domu Kultury i poszliśmy na wybory we dwoje. I właśnie tutaj,  w Puławach, moim rodzinnym mieście odniosłam pierwszy sukces. Zdobyłam pierwszy w życiu tytuł Miss,  który otworzył mi drogę do dalszych szczebli w konkursie Miss Polonia.

Taki był początek drogi Izabeli Filipowskiej. Drogi, która z Puław, zaprowadziła ją aż do Bangkoku...

Kolejnym etapem były wybory Miss Lubelszczyzny, gdzie konkurencja była już znacznie większa. Były przygotowania, pierwsze sesje zdjęciowe, spotkania, a moja praca na 3 zmiany coraz bardziej dawała się we znaki. Odeszłam z Zakładów Azotowych, a z pomocą przyszedł wujek, który zatrudnił mnie w swojej firmie. Byłam sekretarką i miałam nienormowany czas pracy, dzięki czemu mogłam się przygotowywać do wyborów. Zostałam Miss Lubelszczyzny i zdobyłam tytuł Miss Sponsorów. Nie wierzyłam. Ja, skromna dziewczyna z  Puław najpiękniejsza w regionie? Byłam dumna i jak się okazało nie tylko ja. Mój tata również, zrzucił maskę twardziela, zmiękł i cieszył się razem ze mną (aczkolwiek odrobina sceptycyzmu pozostała).

Kolejnym etapem był półfinał Miss Polonia, który odbywał się w Katowicach (dawał bilet do finału). I tutaj znowu się udało, weszłam do finałowej 16 –ki. Zdałam sobie sprawę, że jestem reprezentantką mojego regionu na poziomie ogólnopolskim i to zobowiązuje. Trochę miękłam, chciałam się wycofać, miałam ochotę zarzucić dietę, żyć normalnie. Ale cóż, kiedy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. A ponieważ nigdy się nie poddaję, wzięłam się w garść i.............. zdobyłam tytuł Vicemiss Polonia.

Zanim to jednak nastąpiło, Izabela musiała odbyć tradycyjne, przedfinałowe zgrupowanie przygotowawcze. Czekało ją wiele godzin wysiłku i prób spędzonych w towarzystwie koleżanek – konkurentek.

Zaczęło się od poziomu lokalnego, poprzez regionalny, ogólnopolski  półfinał i finał konkursu. Szłam jak burza, zdobywając kolejno pierwsze miejsca aż do finału. Poszczególne etapy  rządziły się swoimi prawami. Początkowo było lekko, ale im dalej, tym ciężej. Pamiętajmy, że mówimy o ubiegłym stuleciu, więc pewne kanony mogły ulec zmianie. Nasze zgrupowanie przed ogólnopolskim finałem odbywało się w Gołdapi. W tempie goniących terminów trzeba było być zwartym i gotowym. Każda z nas chciała jak najlepiej wypaść w finale. Zgrupowania trwają bardzo krótko, więc trudno mówić, że dają dobre przygotowanie. Są skoncentrowane na opanowaniu układów i choreografii finału. Najwięcej jednak zależy od samych dziewczyn, ich wdzięku, gracji, uroku osobistego – tego nie da się nauczyć.

Atmosfera była przyjemna, nie odczuwałam rywalizacji pomiędzy dziewczynami, a wręcz przeciwnie, zacieśniały się przyjacielskie stosunki. Mieszkałam w pokoju z Kariną Zielińską z Lublina, to ona była mi najbliższa. Generalnie nie miałyśmy czasu na rozwijanie przyjaźni, bo był to czas pracy. Ale można było zauważyć u niektórych dziewczyn pewnego rodzaju koleżeńskość, choć były i takie, którym tej cechy brakowało. Miałyśmy taką swoją grupę: Iza Mikoś, Karina Zielińska, Katarzyna Zielińska, Renata Tempka, Katarzyna Stępień  i ja. Traktowałyśmy konkurs jak dobrą zabawę, a nie wyścig po cztery kółka. Dystans, który miałyśmy, bardzo nas do siebie zbliżył. Do dzisiaj z niektórymi dziewczynami jestem w kontakcie e-mailowym i telefonicznym.  Czy w warunkach wzajemnej konkurencji właściwej konkursom piękności może narodzić się prawdziwa przyjaźń między kandydatkami na miss? To nie jest wykluczone. Jeśli ktoś jest inteligentny, to żadne warunki nie wykluczają przyjaźni, wszystko zależy od człowieka. Ja spotkałam fajne, mądre dziewczyny, z którymi mogłabym jeszcze raz przeżyć taką przygodę. Po wyborach niejednokrotnie podróżowałyśmy wspólnie jako reprezentantki Polski i potwierdziły się moje opinie, że te kobiety są warte mojej przyjaźni.

Jest to niewątpliwie zabawa dla dziewczyn o silnym charakterze, nie rozchwianych emocjonalnie. Inne przeżywają rozgoryczenie, reagują płaczem i złością.  Dystansując się do rywalizacji można więcej osiągnąć, mniej nerwowo reagować. Dziewczyny zakładające, że wygrają, miały niesamowity stres z pokonaniem pozostałych rywalek. Przygotowania do konkursu nie przewidują sesji z psychologami, ale chyba nie ma takiej potrzeby. To nie jest walka o życie, to tylko zabawa.
Ja starałam się nie denerwować, bo z góry założyłam, że to los decyduje o wyniku. To ile mogłam z siebie dać – dałam, a reszta to przypadek. Nigdy jurorzy nie są obiektywni, a ich oceny nie pokrywają się z opiniami widzów. Tak to już jest.

Skończyły się przygotowania, zwieńczył je finał Miss Polonia 1991. Jakie wspomnienia z tej gali pozostały Izabeli?

To było przeżycie, nie oszukujmy się. Wielka gala, mnóstwo widzów na widowni w Sali Kongresowej i miliony widzów przed telewizorami. Koncert zespołu Bad Boys Blue i innych gwiazd, to robiło wrażenie. Kiedyś inaczej to relacjonowałam, natomiast dzisiaj z perspektywy lat uważam to za duże wyróżnienie i osiągnięcie. Moja córka z wielkim zainteresowaniem ogląda moje zdjęcia po wielokroć i pyta o szczegóły.

Najważniejszym momentem, na który czeka się cały wieczór, jest oczywiście ogłoszenie wyników. Miss Polonia 1991 została Karina Wojciechowska z Mysłowic. Izabela Filipowska zdobyła tytuł II Vicemiss Polonia...

Nie mnie oceniać werdykt jury. Taki zapadł, wygrała Karina, ale nie była moją faworytką. Ja stawiałam na Katarzynę Stępień albo na Renatę Tempkę. One miały wdzięk, grację i duży dystans do siebie. Były rozsądne i wiedziały, czego chcą od życia. Ale myślę, że nie ma co dzisiaj rozpamiętywać przeszłości. Cieszmy się z tego, co mamy. My nie byłyśmy zawiedzione i rozczarowane, dobrze się bawiłyśmy, a o to właśnie chodziło.

Startując w wyborach Miss postawiłam na dobrą zabawę. Znalazłam się na nich przypadkowo, więc przypadek zadecyduje o wynikach. Nie wierzyłam, że może mi się udać, dlatego trzecie miejsce w konkursie Miss Polonia zaliczam zdecydowanie do sukcesów w moim życiu osobistym. To była świetna zabawa i tak chcę to pamiętać. Znajomi i rodzina cieszyła się ze mną i to było najważniejsze. Ludzie gratulowali, a Puławianie byli dumni, że mnie mają. To są wartości o wiele ważniejsze w życiu i otoczeniu. W ogóle kiedyś konkursy Miss miały większy prestiż, większą widownię. Dowodem niech będzie chociażby taki fakt: niedawno na jednym z portali społecznościowych odezwał się do mnie chłopak, który w 1991 roku był nastolatkiem. Z całą rodziną oglądali konkurs Miss Polonia, a ja byłam ich faworytką. Teraz odnalazł mnie przez Internet i po latach gratulował mi sukcesu w 1991 roku: „Pamiętam Panią, trzymaliśmy z rodziną kciuki za Panią”. To miłe i zaskakujące, że jest jeszcze ktoś, kto te wydarzenia pamięta, ha...ha...ha...

17:56, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1991
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3