piątek, 31 sierpnia 2012
Zdjęcia od A. Osińskiej

Zdjęcia z prywatnego archiwum Agnieszki Osińskiej - I Vicemiss Polonia '97, finalistki (Top 15) Miss International '98

Zdjecia od A. Osinskiej

Zdjecia od A. Osinskiej

Zdjecia od A. Osinskiej

Zdjecia od A. Osinskiej

Zdjecia od A. Osinskiej

13:08, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1997
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2011
Wywiad z A. Osińską

Agnieszka Osińska - I Vicemiss Polonia '97; znalazła się w Top 15 na konkursie Miss International '98

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Biura Miss Polonia we wrześniu 2011 roku.

Mieszkańcy małych miasteczek dzielą się na dwie kategorie: lokalni patrioci, zakochani w swoich mieścinkach, chwalący ich zalety oraz osoby, które za wszelką cenę chcą się z nich wyrwać, tęskniąc za „wielkim światem”. Współczesność daje chętnym coraz więcej możliwości ucieczki z prowincjonalnych miast. Agnieszka Osińska z Frampola na Zamojszczyźnie postawiła na konkursy piękności.

Dokładnej mojej drogi do finału Miss Polonia nie pamiętam, bo było to dosyć dawno, ale z tego co zapamiętałam była ona długa, choć dość łatwa i przyjemna. Jestem tzw. "weteranką" – brałam udział w wielu wyborach Miss, większość koron zdobyłam, podobnie zresztą, jak i Madzia – moja siostra bliźniaczka (wygrywałyśmy na zmianę ha ha, żeby nie było drugiej smutno...). Miałyśmy urodę i ten młodzieńczy wdzięk, odpowiednie figury i wzrost, więc dlaczego marnować pewne zalety :) Po prostu przednia była zabawa... Startowałyśmy oczywiście głównie dla zabawy. No i trochę dla rozsławienia małego Frampola w całym powiecie:) ... Nie, wtedy to było jeszcze jakoś inaczej z tymi powiatami :)  Dobra, przyznam się,  tak naprawdę zrobiłam to chyba dla sławy!!! :)

Dziś trudno jest mi odpowiadać na pytania o motywację 19-latki, kiedy mam 32 lata i mój sposób myślenia zmienił się trochę...:) Na pewno było to tylko niewinne i beztroskie korzystanie z uroków młodości...

W każdym razie zaczęło się zupełnie przypadkiem, od lokalnego konkursu (aczkolwiek wygrana w nim gwarantowała udział w dalszych „selekcjach” przed głównym finałem Miss Polonia).  Wzięłam w nim udział sama, (Magda była zupełnie na 'nie'! Tylko niesamowite jest to, że rok później sama wzięła udział w tym samym konkursie ha ha!). Na pewno była obawa o to, jak zostanę odebrana przez przyjaciół, naszą zgraną paczkę, którą wtedy tworzyliśmy... Od zawsze starałam się otaczać raczej ludźmi, dla których większą wartością była muzyka, sztuka czy inne głębsze priorytety niż sukienki czy kolor lakieru do paznokci, więc  bałam się, że w ich oczach wypadnę 'płytko', ale zaryzykowałam. W jakimś sensie za ich namową także. Było fantastycznie, przyjaciele i znajomi wypełnili po brzegi Salę Kinową w Biłgoraju i kibicowali na cały głos :) Okazało się, że bardzo się co do nich myliłam w dobrym tego słowa znaczeniu... Najśmieszniejsze było, jak wiele lokalnych dziewcząt (właśnie tych bardziej od paznokci i lakierów do włosów, niż od inteligencji)  zazdrościło mi i Madzi. Któregoś dnia pod przywództwem lokalnej 'liderki' tlenionych blondynek chciały nas nastraszyć lub zastraszyć z obawy o utratę pozycji w lokalnej społeczności małomiasteczkowych gwiazd...Ha ha ha! Naprawdę zabawne, kiedy  się wraca do tego... Typowa walka o pozycję w stadzie chyba :)  Ogólnie "światowej” sławy lokalny konkurs piękności zakończyłam z wynikiem „drugim", przegrywając z przepiękną dziewczyną... Wtedy naprawdę nie miałam żadnych szans... Poza tym nie pochodziłam  z cudownej ziemi biłgorajskiej, dostałam więc tytuł I v-ce Miss Ziemi Biłgorajskiej w pierwszych wyborach w historii miasta... Trudno się mówi, wtedy się zawiodłam... Drugi konkurs już był zdecydowanie mniej kontrowersyjny :) Zwyciężyła w nim moja seksowna, piękna siostra, którą później z kolei pomawiano o sekretne treningi i przygotowywanie „choreografii” oraz dobór podkładów muzycznych z obecnym Panem Burmistrzem Biłgoraja, a moim przyjacielem Januszem. Prowadził on wówczas galę. Jak widać plotki towarzyszyły nam i towarzyszą takim konkursom na każdym etapie, od samego początku. Oczywiście to tylko pomówienia i co do tego nie ma żadnej dyskusji. Uroda Magdy broni się sama, była wówczas rzeczywiście śliczna, a dodatkowo doskonale i seksownie wykonała utwór „Kocham Cię kochanie moje”... Aż łzy nam leciały ze śmiechu, tak świetnie to zrobiła, ze sceną byłyśmy zresztą jakoś zawsze obyte...albo może byłyśmy bardzo śmiałe. Zresztą nie ma się co dziwić, kilkanaście lat temu w małych mieścinkach wybory Miss to było coś nowego, ludzie nie byli jeszcze obyci z takim światem, miasteczka były pełne nieżyczliwych, wszyscy oskarżali wszystkich o układy i układziki, nic nie mogło stać się dlatego, że po prostu ktoś miał dobre geny....

To wszystko miało miejsce w 1997 roku. Agnieszka miała wtedy 19 lat i była normalną, atrakcyjną nastolatką, mieszkającą w małej miejscowości na Lubelszczyźnie – we Frampolu.

W wyborach Miss Polonia wystartowałam razem z Magdą, moją siostrą bliźniaczką i po raz pierwszy w historii konkursu, obie doszłyśmy do samego finału.

Zanim wystąpiłyśmy w koncercie finałowym, wzięłyśmy udział w poprzedzającym go zgrupowaniu. Zgrupowanie było świetne, odbywało się w ośrodku szkolenia sportowców chyba, niedaleko Garwolina. Byłyśmy tam pilnowane jak diamenciki, aby nikt z zewnątrz nie wtargnął do naszego pięknego grona oraz żeby nie powtórzyła się sytuacja z wcześniejszego zgrupowania półfinałowego. Wówczas, gdzieś na końcu Polski, kilku „głodnym wrażeń ” dziewczynom udało się „wyrwać” na pobliską lokalną dyskotekę i nawet rozdać kilka autografów, prawdopodobnie pierwszych i ostatnich w ich życiu :). Nie spotkało się to oczywiście z aprobatą pozostałej grupy dziewczyn oraz organizatorów.

Oczywiście, że współzawodnictwo w czasie zgrupowania dało się odczuć, trudno, żeby go nie było czy to na takim, czy innym konkursie... Istotą konkursu jest przecież współzawodnictwo z innymi, ale nie było to jakieś nie do zniesienia... Zresztą nikt się nie przejmował opiniami jednej czy drugiej damy, pewnej swojej wygranej z góry... Ale były to chyba te, którym bardziej się wydawało, że są najpiękniejsze, niż w rzeczywistości były...:) A dziewczyny, które takie nadmierne skłonności narcystyczne przejawiały, zazwyczaj nie zagrzewały długo miejsca w tym światku. Ludzie widzą, słuchają, pytają i na pewno taka kandydatka, która już na dwa tygodnie przed finałem „chodzi z napisem na czole „Miss Polonia to ja” i nie jest miła, szczera i naturalna, na pewno Miss Polonia nie zostanie... Wśród jury nie zasiadają przecież ślepi i głusi ludzie... Zawsze warto być sympatyczną i pomocną dla innych i jeszcze robić to szczerze... a to już wymaga pracy nad charakterem, a nie tylko siedzenia przed lustrem...

Żeby dojść do finału, trzeba przebrnąć wcześniej przez kilka konkursowych szczebli. Z pewnością ilość wygranych po drodze wyborów Miss umacnia w przekonaniu, że warto iść dalej i dalej i zdecydowanie daje obycie czy ze sceną czy publicznością, a to bardzo ważne.

Wystarczy mieć odwagę, urodę przede wszystkim, chcieć się w to bawić i konsekwentnie dążyć do osiągnięcia zamierzonego celu... Aby osiągnąć sukces, konieczne są wszystkie te trzy elementy jednocześnie :)

A dlaczego odwagę? Bo gdyby nie ona, przyjaciele, rodzice i moja własna chęć przeżycia swoich 5 minut w świetle reflektorów, to na pewno nie wystartowałabym w konkursie Miss Polonia i nie osiągnęłabym tego, co osiągnęłam, co nie musi oznaczać, że byłabym w jakimś gorszym punkcie mojego życia.

Aby uniknąć rozczarowania lepiej być pewnym, że ma się warunki, urodę i wzrost. Owszem wybory Miss to świetna zabawa dla młodych dziewcząt, nagrody, tytuły, nierzadko podróże i piękne miejsca związane z konkursami międzynarodowymi, beztroska, zachwycone spojrzenia mężczyzn, makijaże, stroje, bankiety, bycie w centrum zainteresowania, owszem, to wszystko co najpiękniejsze w młodości,  ale to z pewnością nie otwiera od razu drzwi do kariery... Czasy i media zdecydowanie zmieniają się, konkurencja jest znacznie silniejsza... Ludzie oprócz patrzenia, lubią też słuchać... Z pewnością dla tych rzeczy, które wymieniłam, warto spróbować, ale na równi inwestować w wiedzę i czerpać ją od mądrych ludzi, czytać książki.

Wracając do zgrupowania...Można się na nim nauczyć przede wszystkim pokory i posłuszeństwa wobec opiekunów, zasad jakie na nim panują i szacunku dla innych, którzy pracują na sukces dziewczyn. Jeśli któraś tego nie zaakceptuje, po prostu wylatuje i kończy swoją przygodę z konkursem Miss Polonia.

Okres zgrupowania wspominam wspaniale... Tam poznałam moją kochaną przyjaciółkę Ulę Kamińską, obecnie Panią Prezes największej firmy bieliźniarskiej w Polsce :) Do tej pory utrzymujemy kontakty, a ona jest ciągle tą samą, przezabawną i piękną kobietą... Bardzo długo po konkursie przyjaźniłam się też z Agą Zygmunt i Agą Cygan z Siedlec. Wszystkie były przezabawne, chyba tylko my traktowałyśmy te wybory jako zabawę do samego końca... :) Z resztą dziewczyn nie znalazłam wspólnego języka...

Plotki? Hmmm...Krążyła chyba tylko jedna, że werdykt był „ustawiony”, przez znajomości, przez głównego sponsora. Ale to raczej jest do zdementowania, bo „sprzedawały” ją te „życzliwe”, którym się w finale nie powiodło. Wiadomo, jak zawsze, znowu układy i układziki musiały być....:)

Niepodważalne jest to, że Miss Polonia '97 wybrano Roksanę Jonek. Była ona jedną z trzech dziewczyn, które wydawało mi się, że mają największe szanse w „bitwie” o koronę. Była bardzo sympatyczną dziewczyną, znała j. angielski, co jest niewątpliwą zaletą podczas startu w międzynarodowych konkursach piękności. Zasłużyła na ten tytuł tak samo jak Joanna Kozowy, która wg mnie miała być tą Miss Polonia...

Ja w finale zostałam wybrana  I – wszą vice Miss Polonia, Miss Publiczności i Miss Elegancji...Oczywiście czułam się przeszczęśliwa, ani przez moment nie zdawałam sobie sprawy, że komuś mogło się wydawać, że zasługiwałam na to wyróżnienie, a przede wszystkim publiczności. Pamiętam na pewno szał, ogromne zaskoczenie, bo nigdy nie myślałam, że mam szansę na jakąkolwiek koronę, i to, kiedy cała publiczność wykrzykiwała mój i siostry numer startowy...:) Było super! Widziałam, jak rodzice i Madzia płakali ze szczęścia i myślałam, że zaczną zaraz skakać z wrażenia po głowach innych :) O złości, żalu, smutku, czy poczuciu przegranej (że to jednak drugie miejsce) nie było mowy. Dostałam więcej, niż się wtedy spodziewałam...

Teraz wielki świat, o którym tak marzyła, stanął przed Agnieszką otworem. I trzeba przyznać, że korzystała z tego pełnymi garściami.

Rok z tytułem Vicemiss to na pewno fajne przeżycie. Reprezentowałam Polskę na dwóch czy trzech konkursach międzynarodowych w innych krajach, ale tylko Japonię wspominam dobrze.  Pojechałam tam na wybory Miss International '98.

Japonia to kraj wspaniałych, ciepłych ludzi. Nie zapomnę tego do końca życia, szkoda, że to tak daleko. Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek będę w tym kraju....

Pamiętam, że przed wyjazdem trochę się zbuntowałam, jak to się zdarza w młodym wieku i ścięłam włosy na krótko, mimo, że w umowie z Biurem Miss Polonia nie było o tym mowy! Jakoś wywinęłam się z odpowiedzialności za to ryzykowne szaleństwo na głowie, ale moje szanse na dalsze sukcesy w konkursach piękności zmalały o 90 procent :)  Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Długie włosy zawsze dodają punktów na wyborach Miss, chyba, że jest się tak ładną, jak moja była sąsiadka-przyjaciółka Ania Fizek, wówczas i z krótkimi włosami można zdobyć jakiś tytuł :)...

Właśnie, bo nie wspomniałam jeszcze, że Ania Fizek (II v-ce Miss Polonia ’96) okazała się być moją sąsiadką i przyjaciółką przez długi okres, kiedy mieszkałam w Warszawie, od 1997 do 2009 roku :) Kompletny zbieg okoliczności, ale bardzo miły okres mojego życia :)

Ale wracając do konkursu Miss International. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma dziewczynami. Jedna z nich, Greczynka, jak się okazało, ma Mamę Polkę i świetnie mówiła po polsku, więc było mi raźniej... Nie znałam dobrze angielskiego, a nawet znałam go słabo.

Hotel i wszystkie inne atrakcje jakie zapewniali nam organizatorzy, to była forma zabawy :) Poza tym wszystko było zapięte na ostatni guzik, ale nie ograniczano nam swobody i to było przyjemne.  Przebywałyśmy w centrum Tokio, a mimo wszystko czułam się tak bezpiecznie...

Jeden incydent zawsze zostanie mi w pamięci, mianowicie, po kilku dniach przebywania w luksusowym hotelu, gdzie miałyśmy swoje pokoje przez miesiąc (!) i do dyspozycji wszelkie atrakcje, baseny, oceanaria, parki rozrywki, takie o jakich w życiu nie śniłam i fantastyczne jedzenie oczywiście :), wychodząc, z roztargnienia zostawiłam w tymże hotelu portfel z moim kieszonkowym na drobne pamiątki z Japonii, ok. 600 dolarów. Kiedy chwilę później wróciłam, już go nie było... Pamiętam, płakałam... Obsługa wyjaśniła szefowi hotelu, co się stało, a dzień pźniej w obecności innych pracowników i kogoś z biura MP tenże miły Dyrektor hotelu wręczył mi kopertę z gotówką, w całej kwocie która mi zginęła... Byłam tak strasznie zaskoczona... Przecież, to z własnej głupoty i roztargnienia zgubiłam pieniądze, a zarząd hotelu tak po prostu mi je zwrócił, taki zupełnie bezinteresowny i szczery gest...

Japończycy to wspaniali ludzie, niesprawiedliwie dotknięci w tym roku takim strasznym kataklizmem...

Konkurs Miss International dobiegł końca, a jego zwieńczeniem była gala finałowa. Była ona zorganizowana bardzo po japońsku, wszyscy byliśmy nią trochę zmęczeni, taka ilość kandydatek i jeszcze to przedstawianie się, prezentacje w różnych strojach itp. Strasznie wszystkie nas to wymęczyło... Rywalizacja była duża, ale wśród ponad 40 uczestniczek znalazłam się w finałowej 15-tce! Było to całkowitym zaskoczeniem dla mnie...

W konkursie zwyciężyła Miss Panamy. Zupełnie jej nie pamiętam... Nikt chyba jej nie zapamiętał ze zgrupowania, nie była na pewno na żadnej „liście” potencjalnych kandydatek do tytułu Miss International...:) Dopiero po dłuższej chwili można było ją sobie przypomnieć...

Niestety, szybko okazało się, że ten wielki świat i nowe życie, jakie rozpoczęła Agnieszka, ma nie tylko blaski...

Razem z siostrą przeprowadziłyśmy się jeszcze tuż przed wyborami do Warszawy, gdzie  od września miałyśmy rozpocząć naukę w Państwowym Studium Stenotypii i Języków Obcych, do którego przeszłyśmy pomyślnie egzaminy. Jednak z powodu zgrupowania Miss Polonia oraz późniejszych moich częstych wyjazdów, trudności w zrozumieniu naszego „małego” sukcesu, jak  i moich dalszych zobowiązań  jako I-szej vice Miss Polonia, czy może poniekąd zazdrości  niektórych z kadry wykładowców,  musiałyśmy przerwać naukę... Szkoda było nam fajnej grupki nowych znajomych w tej szkole, którzy, i tego nigdy nie zapomnę, przywitali nas gromkimi brawami, kiedy po konkursie Miss Polonia wróciłyśmy do sali zajęć... Pamiętam, chyba się wtedy popłakałyśmy ze szczęścia, to było takie sympatyczne i szczere.

Ale miałam tyle innych zajęć. Moje marzenia zmieniały się co chwila. Na pewno było to między innymi zagranie w jakimś filmie, jakaś duża sesja zdjęciowa dla Twojego Stylu, czy billboardy z moją czy Madzi twarzą, zostanie piosenkarką... A o czym jeszcze mogą marzyć dziewczyny takie jak ja mając 19 lat ? No, na pewno nie myślałam wtedy o tym, żeby mieć rodzinę i dzieci i ogródek za płotem...:)    Nie było też moją ambicją siedzenie w akademiku i wkuwanie do sesji, aspirując do bycia nauczycielem, weterynarzem, politykiem, stomatologiem, ekonomistą, bankowcem itp w przyszłości... Interesowałam się głównie podróżami, mile spędzonym czasem, poznawaniem nowych ludzi, także mężczyzn, bo dlaczego nie? Ale tylko  inteligentnych, z  planami na przyszłość.  Tak się złożyło, że zawsze miałam do nich szczęście, albo instynkt mnie nie mylił, a może po prostu wiedziałam czego chciałam od początku...   Żyłam sobie z dnia na dzień i to było interesujące. Po drodze przeżywałam zakochania, złamane serce, ale nie spieszyło mi się do dorosłości, bo niby dlaczego? Na początku warszawskiego życia pomagali nam rodzice,  zaraz potem utrzymywałyśmy się  same z pieniążków zarobionych na modelingu. Niestety, z bycia Miss Polonia czy v-ce Miss nie dało się wtedy przysłowiowo „wyżyć”, więc z tego co pamiętam, Madzia wróciła do Frampola i zaczęła studia  na UMCS w Lublinie. Ja zostałam w Warszawie, na chwilę, bo wkrótce wyjechałam do Paryża  rzucając się na głęboką wodę... Ale jak to w życiu, raz na wozie, a raz pod. Nie mogłam się tam odnaleźć, byłam rozdarta pomiędzy agencją modelek, a przyjaciółmi, z którymi chciałam śpiewać... Tylko to pierwsze przynosiło mi jakieś środki do życia, ale nie było to moim marzeniem... Chciałam być osobą szanowaną za to, kim jestem jako człowiek, a nie rzeczą-wieszakiem na ubrania, który tylko  ma wyglądać,  z wrażeniem, że nikt go i tak nie słucha.  Jednak nigdy też nie wyobrażałam  sobie powrotu do Frampola i „na garnuszek” rodziców. Podstawową wiedzę zdobyłam dzięki rodzicom, reszty nauczyło mnie samo życie, jak wiadomo ... Nie żałuję tego życia na walizkach, ani problemów związanych z zagrzaniem miejsca na dłużej gdzieś na świecie... Podróże  same w sobie, czy to za pracą czy za przygodą, kształcą charakter człowieka i jest to najprawdziwsza z prawd...

Minęło wiele lat. Agnieszka przestała być nastolatką, jest dziś młodą kobietą, a jej życie ustabilizowało się.

Od dwóch lat mieszkam w Irlandii. Przeprowadziłam się tutaj dla męża, mieszkamy za miastem, w uroczej, ale jak dla mnie zbyt spokojnej okolicy. Męża Alana poznałam w Warszawie ponad 7 lat temu w firmie, w której razem pracowaliśmy.  Jestem teraz etatową mamą dwójki urwisów: chłopca Johna Jakuba (5 lat) i córeczki Kayah (3 latka). Jaś od września idzie do szkoły, Kayah do przedszkola, więc trochę może więcej czasu będę miała na realizację swoich marzeń i hobby. Mam chyba smykałkę do fotografii (choć niezbyt wiele czasu na szlifowanie tej wiedzy), trochę projektuję modę, ale to początki, być może za dwa, trzy lata powstanie z tego coś poważniejszego, no i regularnie uprawiam sport: jogging, pilates itp. we własnym domu i okolicach, gdzie mam spokój i nikt mi nie przeszkadza. Polecam!

A wybory Miss? Nie śledzę ich od „moich” czasów, może tylko wyniki gdzieś tam sprawdzę w internecie z ciekawości kto zwyciężył...Zresztą zniechęciłam się od czasu, kiedy konkurs Miss Polonia organizował TVN. Nie miał on już takiej wymowy i charakteru, wyjątkowości i tej atmosfery odczuwalnej w osławionej i jedynej w swoim rodzaju Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie...

Agnieszka przebyła długą drogę, by znaleźć się w punkcie, w którym jest obecnie. Dosłownie i w przenośni. A jej historia udowadnia, że konkursy piękności, to prawdziwa szkoła życia i charakteru.

12:00, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1997
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 listopada 2010
Miss Polonia 1997 na YouTube

S. Kupiec na MU '98 - prezentacja w sukienkach koktajlowych

http://www.youtube.com/watch?v=6qq9DJBKxk4

S. Kupiec na MU '98 - prezentacja w strojach narodowych

http://www.youtube.com/watch?v=_2OtoemFslA&feature=related

R. Jonek na MW '97 - prezentacja w sukniach wieczorowych

http://www.youtube.com/watch?v=KAhUwQiXI4o&feature=related

R. Jonek na MW '97 - prezentacja w sukniach galowych

http://www.youtube.com/watch?v=J4I4ZjxM6zs&NR=1

22:57, katarzyna.zebrowska , Miss Polonia 1997
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 lutego 2010
Roksana Jonek
Zdjęcie z jubileuszowego folderu: "Miss Polonia 80-lat; 1929-2009", którego jestem współautorką. Cena folderu: 30 zł. Do nabycia u mnie :) Zainteresowanych proszę o kontakt.
wtorek, 02 lutego 2010
Miss Polonia 1997
Strona z jubileuszowego folderu: "Miss Polonia 80-lat; 1929-2009", którego jestem współautorką. Cena folderu: 30 zł. Do nabycia u mnie :) Zainteresowanych proszę o kontakt.
 
1 , 2